logowanie rejestracja

Zjeżdżanie endeków

W Poznaniu, gdzie jest słoń
i milion restauracyj,
postanowili zjazd
zrobić prawdziwi Polacy:

A więc panowie barwiarze
przystroili się w bandaże,
Romanowi Dmowskiemu
chleb z solą podali na tacy.

Kiedy pan Marian Seyda
odegrał Mariacki Hejnał,
to z piersi panny Szebeko
elokwentne trysnęło mleko,
a z ust wonny wypłynął aromat.

No i wszyscy wołali,
łysi i osiwiali:
- Niech żyje Wódz Narodu
Pan Roman!!!

Wszystko to było składne,
daję słowo: bardzo ładne:

Miły prof. Rybarski
stał jak konfederat barski.

Jeszcze go teraz widzę,
jak palcem na Orła wskazuje!

- O Polsko, czy się nie wstydzisz?
gubią cię Żydzi,
masony, cyruliki i zbóje!

Na końcu Trąmpczyński marszałek
odegrał też swój kawałek,
mówił długo i ciężko:

- Jesteśmu partią zwycięską,
musimy twardo stać,
psiamać!
Młodzież nie pójdzie na lep!

Dla ludu chleb!
I basta.
Proszę państwa, ja w Polskę wierzę
i w te kochane rubieże
szczerze.

A kiedy się to skończyło,
wszystkim było b. miło,
zagrała harfa eolska,
w zoo zatrąbił słoń.

O, biedna, biedna Polska...

9.50 / 4 głosów
Dodano: 31.05.2011Wyświetleń: 2226
Dodajesz komentarz jako: Gość